Co zabiera najwięcej
Audyt liczy wszystkie przypadki jednocześnie.
Cena bywa najwyższa w cenniku, ale opłata systemowa zabiera połowę, a leczenie ciągnie się przez kilkanaście wizyt. Policz, ile zostaje w gabinecie i ile to daje na godzinę pracy.
Audyt liczy wszystkie przypadki jednocześnie.
Leczenie nakładkami ma trzy cechy, których nie ma korona ani wypełnienie, i każda z nich psuje intuicję właściciela gabinetu.
Opłata systemowa za cały przypadek potrafi zabrać 40–50% ceny. To zmienia wszystko w rozliczeniu z lekarzem: jeśli jego procent liczy się od pełnej ceny, a nie po odjęciu tej opłaty, gabinet dopłaca do własnej sprzedaży. Przy leczeniu za 15 500 zł i stawce 30% różnica między liczeniem „od ceny" a „po opłacie systemowej" to około 2 000 zł na jednym pacjencie.
Jedna wizyta wstępna i kilkanaście krótkich kontrol. Każda z nich to blok w grafiku, sterylizacja i czas asystentki — a przychód był już zaksięgowany na początku. Dlatego liczymy sumę wszystkich minut, nie czas pierwszej wizyty. Paradoksalnie wypada to często dobrze: dwadzieścia minut kontroli jest tanie, więc zarobek na godzinę bywa najwyższy w całym cenniku.
U części pacjentów zęby nie dochodzą tam, gdzie założył plan, i trzeba dosłać kolejny zestaw nakładek. Ten koszt zdarza się z pewnym prawdopodobieństwem, więc nie wolno go ani pomijać, ani liczyć jak pewny. Wstawiamy go jako zapas: prawdopodobieństwo pomnożone przez koszt. Przy 15% i 1 800 zł to 270 zł na każdy przypadek — także ten, który poszedł bez problemu.
Alignery zwykle nie są problemem rentowności — są problemem umowy. Sam zabieg potrafi dawać najlepszy zarobek na godzinę w gabinecie, pod warunkiem że procent lekarza nie jest liczony od kwoty, z której połowa i tak od razu wychodzi do producenta nakładek.