Z czego składa się jedna poprawka
Audyt porównuje je wynikiem, nie ceną za koronę.
Dwóch kwot nie sumujemy w jedną. Pierwsza to pieniądz, który wyszedł z kasy. Druga to pieniądz, który nie wszedł, bo fotel był zajęty pracą bez przychodu.
Laboratorium robi ją „w gwarancji", więc na fakturze widzisz zero. Gabinet płaci i tak — kurierem, materiałem, czasem asystentki i drugą wizytą na fotelu. Policz to na swoich liczbach.
Audyt porównuje je wynikiem, nie ceną za koronę.
Dwóch kwot nie sumujemy w jedną. Pierwsza to pieniądz, który wyszedł z kasy. Druga to pieniądz, który nie wszedł, bo fotel był zajęty pracą bez przychodu.
Kiedy praca protetyczna wraca do laboratorium, faktura często pokazuje zero złotych — bo laboratorium poprawia ją w ramach gwarancji. Z punktu widzenia gabinetu to jednak najdroższa pozycja, jakiej nie ma w żadnym zestawieniu, bo składa się z czterech kosztów, których nikt nie księguje razem.
Poprawka zajmuje miejsce w grafiku. Gdyby w tym samym czasie na fotelu odbył się normalny zabieg, gabinetowi zostałoby z niego kilkaset złotych. To nie jest wydatek — to jest zarobek, który się nie wydarzył. Dlatego pokazujemy tę kwotę osobno i nigdy jej nie dodajemy do kosztów gotówkowych: zsumowanie dwóch różnych rodzajów pieniądza dałoby liczbę, której nie da się obronić w rozmowie z księgowym.
Bo ta liczba rozstrzyga wybór laboratorium. Laboratorium tańsze o 90 zł na koronie, które oddaje do przerobienia co ósmą pracę, wychodzi drożej od droższego, które oddaje co trzydziestą. Dopóki poprawki nie mają ceny, ta różnica jest niewidoczna i decyzję podejmuje się po cenniku.